Samopoczucie troszkę lepsze i humor też. Chyba cierpię na bezsenność a raczej jej ataki, budzę sie po kilka razy... no i koniec, kompletny brak chęci do snu dalszego. W głowie pełno myśli i to one to wszystko chyba powodują no albo jestem już maksymalnie kopnięta. Muszę się pouczyć a lenia mam jak zwykle. I jak tu zdobywać wykształcenie wyższe.
Nie mogę tu wszystkiego napisać na co mam ochotę, zapewne ulżyło by mi ale pozostaje mi tylko się męczyć... Nie mam ochoty być z każdego słowa rozliczana i nie mam ochoty tłumaczyć każdego zdania i jego kontekstu. Mam po prostu dość tego życia, bo jest do dupy i niczego dobrego nie rokuje. No ba, nie rokuje pozytywnie na temat tego o czym marze.
A zapomniałam, marzenia w pewnych zasranych kwestiach nie mogą mieć miejsca, chociaż w tych wszystkich romantycznych filmach i książkach mają one miejsce. Ważna jest tylko przyszłość i konkrety, konkretni ludzie, stanowiska, kwoty. To co jest znane, jest wiadome, niezmienne po prostu wygodne i takie cholernie praktyczne. A może mam zwidy gdy widzę w ludziach obok mnie gdzieś niedaleko podobne myśli i poglądy? Oni wcale nie starają sie kochać, cieszyć życiem i godzić to wszystko z praktyczna proza życia. Możliwe, że sie mylę. Gdy nie ma sie z tym kontaktu albo znikomy to człowiek zaczyna wierzyć w to co kiedyś było dla niego nie realne, co traktował jako truciznę która mogła uśmiercić, zatruć jego życie. Powoli umiera i zaczyna żyć konkretami, bo tak chcą inni a on zaś chce sprostać ich wymaganiom by ich uszczęśliwić...
Name:


Komentarze:

/body>